Kilka przykazań rano. Rzucić palenie. W milczeniu
znieść cudzą głupotę. Nie zamyślić się wchodząc na ulicę. Nie zniszczyć tego.
Nie zniszczyć jej. Nie myśleć o tym za dużo, a jeśli już nie sposób – przyjść
do niej chociaż na chwilę. I tworzyć. Nie niszczyć. Jak uciekać – nie na
zawsze. Nie na długo. Być jej snem, wierzyć, że nie zaśnie, jeśli zniknę. Nie
zasnąć, jeśli zniknie. Kilka przykazań rano, by dzień był dobrym snem.
Blog z poezją. Można zapożyczać, o ile tylko podpiszecie wiersze moim imieniem i nazwiskami. Magdalena Świerczek-Gryboś
niedziela, 19 października 2014
sobota, 20 września 2014
sopel lodu
To z tęsknoty. Podobnie jak Marznę bez ciebie Peszkowej.
Jestem z lodu
lgnę do pieca
piec dla mnie zaśnie.
Zimne pudło
już nie będzie
tym czego pragnę.
Nie podchodzę więc
patrzę
na tańczący płomień.
Moje serce
długi sopel
chce się dostać w ogień.
Piec się złości
żar go jątrzy
iskrami mnie błaga.
Coraz dalej
się odsuwam
czułość mnie roztapia.
Jestem z lodu
lgnę do pieca
piec dla mnie zasnął.
Wzrok odwracam
znów to samo
wszystkie dla mnie gasną.
"FF"
Jestem z lodu
lgnę do pieca
piec dla mnie zaśnie.
Zimne pudło
już nie będzie
tym czego pragnę.
Nie podchodzę więc
patrzę
na tańczący płomień.
Moje serce
długi sopel
chce się dostać w ogień.
Piec się złości
żar go jątrzy
iskrami mnie błaga.
Coraz dalej
się odsuwam
czułość mnie roztapia.
Jestem z lodu
lgnę do pieca
piec dla mnie zasnął.
Wzrok odwracam
znów to samo
wszystkie dla mnie gasną.
"FF"
piątek, 5 września 2014
"o czym pisze się wiersze"
Kompletnie o nim zapomniałam, przypomniał mi wrześniowy numer PKP, publikując go.
nie piszę się wierszy o nim ani o niej
człowiek jak lustro nie wie nic o niczym
ubiera w słowa odbicia
zniekształcone rysami które dał sobie wydrapać
brudny póki ktoś go nie przetrze
rozbity ślepnie, musi kawałek po kawałku pozbywać się siebie
aż zostaje maleńki fragment
który kaleczy gdy ktoś weźmie go w ręce
nie pisze się wierszy o niczym prócz odbić
o sobie nie pisze się wcale póki
nie zobaczy się w kimś własnego odbicia
tylko dwa lustra naprzeciw siebie
widzą nieskończoność
nie piszę się wierszy o nim ani o niej
człowiek jak lustro nie wie nic o niczym
ubiera w słowa odbicia
zniekształcone rysami które dał sobie wydrapać
brudny póki ktoś go nie przetrze
rozbity ślepnie, musi kawałek po kawałku pozbywać się siebie
aż zostaje maleńki fragment
który kaleczy gdy ktoś weźmie go w ręce
nie pisze się wierszy o niczym prócz odbić
o sobie nie pisze się wcale póki
nie zobaczy się w kimś własnego odbicia
tylko dwa lustra naprzeciw siebie
widzą nieskończoność
piątek, 22 sierpnia 2014
tęsknota w wymiarze materialnym
Napisane na Woodstocku 2014.
Bas i alkohol płyną przez krew. Tańczą.
Ogłuszenie i uderzenia kleją się, zacieśniają
przestrzeń. Niewidzialni bokserzy
popędzający serca. Najprostsze z uniesień wybija
najwyżej.
W najsłodsze zmęczenie.
Próbować z cudzej skóry wyssać tlen. Chwile bez
dotyku odbierają powietrze.
Oddychać sobą i czuć się. Wewnątrz wypełnić się do
dreszczy.
Aż cierpnie nieznośnie pragnienie dnia. Rozszczepienie
zdaje się niemożliwością.
Nie kochać już żadnego innego ciepła.
Nie brnąć jak ćma w jakiekolwiek światło.
Zostać w ciemności i przylgnąć nawzajem.
Nacierać sobą, aż każdy nerw zapragnie symbiozy z
cudzym.
Zbudować tak pomost dla spotkania dusz. Spowodować
najpiękniejszą z degradacji.
Samowystarczalnych istot, które nieodwracalnie
w siebie wnikną.
piątek, 25 lipca 2014
wilcza tęsknota
Nieustannie próbuję opisać coś nie do opisania.
błagali mnie
bym przestał skamleć
podsuwali smakołyki
i w końcu uległem
karcili ją
za rozpaczliwe warczenie
wrzucali tabletki do wody
aż zobojętniała
usłyszeliśmy się
próbując skrycie
na pustkowiu
wyć w księżyc
"jak powstaje wataha"
błagali mnie
bym przestał skamleć
podsuwali smakołyki
i w końcu uległem
karcili ją
za rozpaczliwe warczenie
wrzucali tabletki do wody
aż zobojętniała
usłyszeliśmy się
próbując skrycie
na pustkowiu
wyć w księżyc
"jak powstaje wataha"
poniedziałek, 21 lipca 2014
"niebo nad Itaką"
Jest to najdłużej układany krótki tekst, jaki kiedykolwiek wymyśliłam. Piosenka ta była tworzona wers po wersie z zaskoczenia, miesiącami. Nota bene melodia przyszła mi na myśl przez podkład do Ani Słonia. Bit jest tam zjawiskowy. I najpierw zaczęłam nucić melodię, która kręciła się wokół niego, a potem, od czasu do czasu, dokładały się do niej słowa. Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. Ponadto myślałam o dwóch rodzajach powrotów. Powrocie do ludzi, których opuściłam, takiej drugiej, ogromnej rodziny, która mnie wychowała. Rodziny z wyboru. I ta piosenka spowodowała, że rzeczywiście, znalazłam w sobie odwagę, by wrócić. Drugi z powrotów dotyczyć miał odzyskania wiary w to, że otworzenie się na drugiego człowieka ma sens. Że otworzenie serca nie musi prowadzić do rozerwania drogocennych naczyń i potwornej rehabilitacji, coraz dłuższej i mniej skutecznej. Powiedziałam sobie: mogę wypuścić tę piosenkę z siebie tylko wtedy, gdy odzyskam tę wiarę.
Nie wróżyłam piosence uzewnętrznienia, ponieważ w nic już nie wierzę, od bogów po prawa fizyki. A jednak właśnie przeczytasz jej tekst. Nawet taki zagorzały wątpiący jak ja musiał ugiąć się przed wartością, jaką może stanowić drugi człowiek. Może, jeśli w nią wierzy, odnajduje ją i pielęgnuje. I spotykając takiego człowieka, odzyskuje się tę drugą, tak potrzebną wiarę. W siebie.
To jest moja droga
powrotna
dobrze znam ją
Błękit się otwiera
znam to niebo
z moich snów
Jestem tuż za rogiem
wyjdź na drogę
nasz pies jest już
Silnik powarkuje
pies mnie czuje
czy ty też wiesz już...?
To jest moja droga
powrotna
dobrze znam ją
Błękit się otwiera
znam to niebo
z moich snów
Jestem tuż za rogiem
wyjdź na drogę
nasz pies jest już
Nie mam nic dla ciebie
oprócz siebie
przyjmij mnie znów
Moja Itako
Itako
przyjmij mnie znów
Moja Itako
Itako
wyłoń się z mych snów
niedziela, 20 lipca 2014
nieuzasadniona melancholia lub powód jeszcze nieodkryty
Wielką podróż
zacząć
od smutku.
Położyć się
w lekkim deszczu
na ciepłej ziemi
pokryć kurzem
przestać być kałużą
ewoluować w brudne powietrze
pozwolić innym
zadeptać.
Roznieść wiatrowi.
Na podeszwie w sól morza
dać się unieść
do dna
nieuważnej pszczole
wlepić się
w miód.
Ani jednego
kroku
więcej.
"sekunda po"
zacząć
od smutku.
Położyć się
w lekkim deszczu
na ciepłej ziemi
pokryć kurzem
przestać być kałużą
ewoluować w brudne powietrze
pozwolić innym
zadeptać.
Roznieść wiatrowi.
Na podeszwie w sól morza
dać się unieść
do dna
nieuważnej pszczole
wlepić się
w miód.
Ani jednego
kroku
więcej.
"sekunda po"
Subskrybuj:
Posty (Atom)